Pęcherz nadreaktywny – gdzie jest pacjent?

Pęcherz nadreaktywny – gdzie jest pacjent? Foto: Pixabay

Pacjenci z zespołem pęcherza nadreaktywnego (OAB) nadal nie są leczeni zgodnie ze światowymi standardami. I nic nie wskazuje, żeby miało się to zmienić.

Decydenci określają nietrzymanie moczu jako bardzo istotny problem, ale już zespół pęcherza nadreaktywnego, czyli wskazanie, w którym nietrzymanie moczu musi być leczone – za umiarkowanie istotny, mimo iż choroba potrafi zrujnować życie bardziej niż cukrzyca czy nadciśnienie.

Kilka miesięcy temu Rada Przejrzystości wydała opinię nr 89/2018 w sprawie efektywności oraz przygotowania danych do rankingu produktów leczniczych w populacji osób powyżej 75 roku życia. W uzasadnieniu tej opinii, pacjenci ze Stowarzyszenia Osób z NTM UroConti przeczytali ze zdumieniem, że w kategorii leki urologiczne stosowane w nietrzymaniu moczu (solifenacyna i tolterodyna) „rada uznaje problem zdrowotny, jakim jest nietrzymanie moczu za bardzo istotny” ale wskazanie refundacyjne, w odniesieniu do którego rozpatrywana była skuteczność wymienionych leków, czyli nadreaktywność pęcherza moczowego – „za umiarkowanie istotny”.

Nie wiemy, co o tym myśleć – mówi Teresa Bodzak, przewodnicząca Sekcji Pęcherza UroConti. – Schorzenie, jakim jest zespół pęcherza nadreaktywnego, powinno być uznane za problem zdrowotny równie istotny, o ile nie bardziej, niż samo nietrzymanie moczu. Jego elementem są parcia naglące, często bardzo bolesne, przebiegające z nietrzymaniem moczu, częstomoczem dziennym i/lub nocnym. W efekcie tej niesprawności pacjenci nie mają wpływu na częstotliwość oddawania moczu i jego ilości. Szczególnie wśród osób starszych jest to bardzo niebezpieczne. Od ekspertów słyszymy, że 70 proc. wszystkich złamań szyjki kości udowej u kobiet ma miejsce w nocy w drodze do łazienki. Kobiety z pęcherzem nadreaktywnym, wstające po kilka razy w nocy do toalety często ulegają tym urazom ślizgając się na własnym moczu! I to jest umiarkowanie istotny problem?!

Pacjent nie jest najważniejszy?

Pacjenci uważają opinię Rady Przejrzystości za powierzchowną i nieobiektywną. 4 czerwca br. napisali w tej sprawie do Przewodniczącego Rady. Do dziś nie otrzymali odpowiedzi.

Ciekawe, w oparciu o czyje opinie merytoryczne Agencja przygotowuje takie rekomendacje, bo nie wierzymy, żeby ktoś z ekspertów medycznych powiedział, że nietrzymanie moczu jest poważnym problemem, a pęcherz nadreaktywny już nie! – zastanawia się Teresa Bodzak. – Jesteśmy też zaskoczeni, że nikt z Agencji Oceny Technologii Medycznej i Taryfikacji nie zwrócił się do środowiska pacjenckiego z prośbą o opinie w tej sprawie. Jak to się ma do słów ministra Szumowskiego, który podczas Światowego Dnia Chorego powiedział, że pacjenci są najważniejsi i to oni „muszą powiedzieć, czego oczekują od systemu w ramach składki zdrowotnej a bez pacjentów istnienie Ministerstwa Zdrowia nie ma sensu?”

Daleko od Europy

Od 2011 roku, we wskazaniu „zespół pęcherza nadreaktywnego”, na liście leków refundowanych znajdują się tylko dwie substancje – solifenacyna i tolterodyna. Na świecie w ramach refundacji dostępnych jest wiele innych leków, np. mirabegron, darifenacyna, fesoterodyna, desmopresyna czy oksybutynina (w Polsce refundowana tylko u osób z SM, za granicą dostępna w formie plastrów w celu ograniczenia skutków ubocznych). Lekarze wybierają więc z minimum 4-6 substancji medycznych o różnych mechanizmach działania. Jeśli chodzi o leczenie OAB, to w pierwszym etapie leczenia pacjenci mają tylko dwa refundowane leki antycholinergiczne, w drugim, w przypadku niepowodzenia terapii I rzutu mają mirabegron, ale tylko przy pełnej odpłatności (150-200 zł miesięcznie). W trzecim etapie mają iniekcje z toksyny botulinowej, dostępnej tylko w wybranych szpitalach a w czwartej linii powinna być neuromodulacja nerwów krzyżowych, stosowana z powodzeniem na całym świecie od ponad 20 lat, ale w Polsce wciąż niedostępna pomimo podpisania przez Ministra Zdrowia stosownego rozporządzenia w kwietniu br.

Czy ktoś zniechęca firmy do składania wniosków?

Zdziwienie przedstawicieli UroConti budzi nie tylko kwestia pomijania środowisk pacjenckich w rekomendowaniu leków 75+ i oceny ich skuteczności. Źródłem niepokoju jest dla nich także polityka resortu, która wg pacjentów zniechęca producentów leków do składania wniosków refundacyjnych.

Niedawno minęło 3,5 roku od wydania pozytywnej rekomendacji przez AOTMiT w sprawie refundowania mirabegronu w II linii leczenia zespołu pęcherza nadreaktywnego – przypomina Teresa Bodzak. – To lek z całkowicie innym mechanizmem działania i dużo mniejszymi skutkami ubocznymi niż dostępne w refundacji leki antycholinergiczne. Ale według Ministerstwa Zdrowia nie będzie refundowany, bo „proponowany przez Wnioskodawcę poziom ceny uznano za nieodpowiedni”. Uważamy, że ciągnięcie procesu refundacyjnego przez ponad 3 lata, gdzie zgodnie z ustawą powinien on trwać 180 dni, skutecznie zniechęca producentów innych leków do składania wniosków. Zwracamy się do nich z prośbą aby nie rezygnowali i składali wnioski. Niestety część z nich widząc taką politykę wręcz wycofuje leki ze sprzedaży w Polsce. Tak postąpił np. producent leku zawierającego fesoterodynę.

Leków zamiast więcej, to mniej

Stowarzyszenie otrzymało pismo od firmy Pfizer z informacją, że jeden z jej leków (fesoterodyna), został w 2015 roku wycofany z Polski ze względu na bardzo małą sprzedaż i brak refundacji. Sytuacja jest więc taka, że leków na OAB nie tylko nie przybywa, ale przeciwnie – ubywa, bo producentom nie opłaca się ich sprzedawać. Oczywiście w Polsce, bo na całym świecie udało się wypracować rozsądny kompromis.

Leki na dolegliwości dolnych dróg moczowych nieobjęte refundacją najczęściej są poza zasięgiem finansowym naszych pacjentów – mówi Teresa Bodzak. – Ale za chwilę możemy dojść do takiej sytuacji, że nawet jeśli udałoby im się wygospodarować środki, to i tak nie będą mieli co kupić! Napisaliśmy do pana ministra pismo z prośbą o pomoc w wypracowaniu takich rozwiązań, które odwrócą ten trend. Liczymy, że zmieni się polityka resortu, tak aby Polska nie była krajem, w którym lekarze i pacjenci mają tak mały wybór w porównaniu do innych krajów. Konstruktywnej odpowiedzi, jak dotąd nie dostaliśmy…